Jeden z moich autoportretów powstał dzięki puszce po pomidorach. A do zdjęcia grupowego stanęliśmy przed… starą walizką.
Fotografia otworkowa ma w sobie coś z alchemii i dziecięcej frajdy. Wracasz do samego sedna – do czystej fizyki, do camera obscura, gdzie nieostrości dodają charakteru. Nie ma tu podglądu na ekranie ani pośpiechu. Jest tylko maleńka dziurka nakłuta igłą, kawałek światłoczułego papieru i czas. Czasami też sporo prób bezruchu.
W ten niezwykły świat zabrał nas Paweł Kula.
Wiedza, jaką Paweł Kula nosi w głowie, jest po prostu obłędna. Optyka, historia, chemia, konstruowanie aparatów z rzeczy, które większość ludzi wyrzuciłaby do kosza – opowiada o tym z taką lekkością i zaraźliwą pasją, że nie da się nie zachwycić! A jego poczucie humoru nadało tym warsztatom rytm. Atmosfera, eksperymenty w ciemni i odkrywanie magii obrazu na nowo.
Zrobiłam swoje otworkowe selfie puszką. Pełne szumu, ostrego światła i miękkości jednocześnie, a przede wszystkim: surowej prawdy. Cudownie było czuć, że fotografia to spotkanie! Tutaj: z Mistrzem, z Innymi – i ze sobą!



