W psim świecie słowo „łańcuch” brzmi jak wyrok: samotność, rdza, metr uwięzi i chłód budy. Tymczasem w tę niedzielę, podczas jubileuszowego X Sosnowickiego Rajdu na 6 Łapach, zobaczyłam łańcuch, który zamiast odbierać wolność – ratuje życie.
Mechanizm był prosty: odezwała się do mnie Gosia z pytaniem, czy mogłabym obiektywem łapać te momenty. Ja bez wahania podałam impuls dalej i dałam znać Dominice – mojej fotograficznej bratniej duszy. Dokładnie tak samo zrobili inni. Jedno ogniwo pociągnęło drugie, tworząc potężny łańcuch pięknych serc. Ludzie skrzyknęli się, połączyli siły i zrobili coś wielkiego, dając psiakom to, co najważniejsze: ruch, uwagę i szansę na nowy początek. To jedyny łańcuch, jaki powinien istnieć – sieć ludzi, którzy potrafią z pasją działać ramię w ramię.
Zgrana ekipa od zadań niemożliwych
Zanim na leśnych ścieżkach pojawił się pierwszy biegacz, schronisko żyło na pełnych obrotach od rana. Kiedy większość jeszcze przewracała się z boku na bok, tutaj trwała cicha krzątanina: napełnianie misek, rozplątywanie kilometrów smyczy, numery startowe i ten charakterystyczny, surowy zgrzyt otwieranych boksów.
Żeby wprawić w ruch jubileuszowy X Sosnowicki Rajd na 6 Łapach, potrzeba było kogoś z ogromną energią. Basia Leszczyńska to postać, która łączy ludzi jak nikt inny. Kiedyś sama zaczynała od wolontariatu, a dziś – razem z całą swoją rodziną – oddaje temu miejscu kawał serca. Wokół Basi nie da się stać bezczynnie; jej autentyczność sprawia, że wokół natychmiast wyrasta zespół rozumiejący się bez słów. Aż chce się zanucić starą piosenkę Wilków – bo z Baśką i jej ekipą można konie kraść i pieski ratować!

Codzienność, która potrafi dać w kość
Hasło schroniska przypomina, że „Tu szCZEKA miłość”. I rzeczywiście – determinacja wolontariuszy jest wręcz zaraźliwa. Rzecz w tym, że to miejsce na co dzień po prostu daje w kość.
To nie są tylko piękne kadry: to ciężka fizyczna praca, trudne emocje i nieustanny deficyt rąk do głaskania. Nawet najbardziej oddany człowiek, pełna miska i bezpieczny wybieg to wciąż tylko poczekalnia. Żadne schronisko nie zastąpi kanapy na wyłączność i własnego człowieka. Dlatego ten rajd miał tak wysoki puls – każdy kilometr biegł ku temu, by te boksy zaczęły pustoszeć.

Sport, błoto, kurz i odczarowane „pieskie życie”
Start, leśne ścieżki ożyły! Można było biec solo po sportowy wynik albo wybrać trasę z czworonożnym psyjacielem u boku – do pokonania było 5 lub 1,5 kilometra czystej frajdy. Błysk w oku, wiatr w uszach, błoto na łapach i ta niepowtarzalna, radosna zaciętość, z jaką psy wyrywały się w głąb lasu. Pieskie życie? Zwykle mówimy tak, gdy jest źle, trudno i samotnie. W niedzielę te słowa nabrały zupełnie innego sensu.
Na trasie było nas łącznie około 300 osób przy 156 numerach startowych. Chętnych do spacerów okazało się więcej niż samych psiaków, więc uczestnicy łączyli się w grupy, by wspólnie dotrzymać kroku jednemu czworonogowi. To właśnie od takiego pierwszego spaceru zaczyna się porozumienie, które potrafi przerodzić się w wieloletnią przyjaźń.

Wzruszenie z siwym pyszczkiem
Choć energia rozsadzała Sosnowice, na moment wszystko zwolniło. Parada psich seniorów.
Dostojny, wolniejszy krok, spojrzenia lekko zamglone, pyszczki oszronione siwizną. Te psy często nie mają już siły skakać, by zawalczyć o uwagę. Szły dumnie, w samym centrum wydarzeń, przypominając, że dojrzała miłość bywa najcichsza, ale tak samo lojalna. Obraz w wizjerze aparatu się rozmył… Nie tylko ja ocierałam łzy.

Prawdziwe podium
Na mecie unosił się zapach domowego ciasta, cicho stukotały pamiątkowe, drewniane medale, dzieci biegały z uśmiechami. To wszystko nie wydarzyłoby się, gdyby nie aż 98 osób wspierających organizację: lokalnych społeczników, zaangażowanych stowarzyszeń, kół gospodyń wiejskich i przedstawicieli instytucji, którzy ramię w ramię zadbali o każdy szczegół. Jednak to, co podczas takich wydarzeń liczy się najbardziej, dzieje się poza podium.
Prawdziwy sukces tego dnia to nie rekordy z tabeli wyników. To fakt, że dla jednego z psiaków otworzyły się drzwi domu tymczasowego, a dla Bolka i Lolka właśnie ruszyła procedura adopcyjna. Jeśli pasja, intensywny poranek i zdarte podeszwy dały komuś szansę na własne stado – to znaczy, że ten ludzki łańcuch zadziałał idealnie.
